Dariusz Pender, Jacek Gaworski i Michał Nalewajek zdobyli drużynowo srebrny medal paraolimpijski.Pojedynek z reprezentantami Chin rozegrany na Arenie Carioca 3 w Rio zakończył się wynikiem 27:45.

Pomimo wysokiej przegranej, nasi trenerzy i zawodnicy nie kryją zadowolenia ze zdobytego medalu.
– Mecz z Chińczykami był trudny i morderczo wyczerpujący. Ale jeszcze więcej energii musieliśmy poświęcić na pojedynek z Francją o wejście do finału – mówi Zbigniew Rybak, trener polskich szermierzy. –Pewnie, że liczyliśmy na złoto, ale srebro też jest sukcesem.Trzeba to wyraźnie powiedzieć: ten medal nas absolutnie satysfakcjonuje.
- Tak, z Francuzami nie było łatwo wygrać – potwierdza legenda polskiej szermierki na wózkach, Dariusz Pender. – Szala zwycięstwa kilkukrotnie przechylała się raz na ich, raz na naszą stronę. Na szczęście ostatnie walki poszły nam dobrze i wygraliśmy. Natomiast jeśli chodzi o mecz z Chińczykami, to spójrzmy prawdzie w oczy. Wiemy do czego są zdolni, a co my możemy. Ale walczyliśmy.Co dało się wygrać, wygraliśmy. I jesteśmy bardzo, bardzo szczęśliwi ze srebra.
- Na Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio w szermierce na wózkach drużyny były rozstawione w grupach. My byliśmy razem z drużyną z Hong Kongu i Włochami. Była to grupa, może nie śmierci, ale na pewno bardzo trudna. Bo te zespoły były mniej więcej sobie równe, i każdy mógł tutaj przegrać, albo wygrać – tłumaczy Jakub Nowicki, Prezes Międzynarodowego Komitetu Szermierki na Wózkach. – Polska walczyła wspaniale. Wygraliśmy z Włochami, wygraliśmy z Hong Kongiem i wyszliśmy z grupy na pierwszym miejscu, co umożliwiło nam w walce o wejście do finału spotkanie się z Francuzami, a nie z Chińczykami. I dzięki temu wygraliśmy z Francuzami w przepięknym stylu. W finale nie starczyło nam już sił.Najważniejsze że mamy srebrny medal.
Z drugiego miejsca na podium bardzo cieszy się Jacek Gaworski. Żartuje, że wprawdzie śniły mu się dwa medale, a nie jeden, ale nie zmienia to faktu, że srebro go bardzo cieszy. Swój medal Jacek chciałby zadedykować żonie i córce, a także wszystkim tym osobom, które wspierały go w ciężkiej chorobie, bez których by się w Rio nie znalazł. Przypomnijmy, szermierz od roku 2004 cierpi na stwardnienie rozsiane, ponad to w 2012 lekarze zdiagnozowali u niego nowotwór mnogi rdzenia. Nim podupadł na zdrowiu, był czynnym, pełnosprawnym sportowcem.
- Myślę że mój przykład może pokazać ludziom, że zawsze istnieje nadzieja. Że nawet z sytuacji z pozoru beznadziejnych, można nie tylko znaleźć wyjście, lecz także osiągnąć sukces – mówi Jacek Gaworski. – Chciałbym, żeby ludzie, zwłaszcza niepełnosprawni, o tym pamiętali. Dzisiejszy srebrny medal jest tego najlepszym dowodem.